Filozofia i jej cele wg Dawida Hume'aRenesans w Europie był czasem ogromnych przemian, które rzecz jasna nie ominęły również filozofii. Siedemnasty, a potem osiemnasty wiek dokonały przeobrażeń całej myśli ludzkiej. Nie bez przesady można stwierdzić, że tak wielu wybitnych filozofów w jednym czasie nie wydała chyba żadna nowożytna epoka. A wśród tych postaci był także historyk parający się filozofią - Dawid Hume. Ramy czasowe europejskiego Renesansu wyznaczają dwie fundamentalne dla historii filozofii postaci: Kartezjusz i Kant. Nic w myśli ludzkiej nie było takie samo przed nimi i po nich. A pamiętajmy, że między nimi żyli i tworzyli tacy filozofowie jak między innymi sztandarowy wyznawca empiryzmu genetycznego John Locke, autor maksymy esse est percipi biskup George Berkeley, panteistyczny monista Baruch Spinoza, twórca monadologii i odkrywca rachunku różniczkowego Gottfried Wilhelm Leibniz. Obszerność tematów, jakie ciekawiły i inspirowały ówczesnych myślicieli były nad wyraz szerokie. Doskonałym przykładem człowieka filozofii Renesansu jest autor przełomowych "Badań dotyczących rozumu ludzkiego" Dawid Hume. Dawid Hume, filozof, historyk i pisarz urodzony w Szkocji, a wychowany w Anglii i żyjący we Francji, był duchowym uczniem Johna Locke'a, choć gruncie rzeczy obalił w dużym stopniu zasady czystego empiryzmu przez niego wypracowanego. Hume nie stworzył żadnego systemu filozoficznego, lecz poddał ostrej krytyce znane mu poglądy filozoficzne i postawił szereg pytań, których od jego czasu nie mógł już nikt zignorować. Pierwszy rozdział swoich "Badań" Hume poświęca na rozważania o różnych gatunkach filozofii. Pierwszą tezą jest to, że filozofia moralna winna być nauką o naturze ludzkiej. Filozofii w ogóle autor stawia trzy cele: rozrywka (!!), kształcenie i poprawa ludzkości. Jak widzimy, są to cele wyjątkowo pragmatyczne. Wyobraźmy sobie, jak bardzo wymienienie na pierwszym miejscu rozrywki musiało bulwersować czytelników i filozofów przyzwyczajonych i rozmiłowanych w żywej jeszcze scholastyce, bądź teologii. Zresztą, sam Hume chwilę dalej dzieli filozofów na dwie grupy: podczas gdy jedni dbają o cnotę (czyli w jego rozumieniu działanie), drudzy o czysty rozum. Od razu też służąc przykładami zauważa różnice w odbiorze obu rodzajów filozofowania. Hume twierdzi, że filozofia prosta ma spotyka się ze zdecydowanie większym poklaskiem niż filozofia abstrakcyjna: "Cyceron cieszy się obecnie wielką sławą, podczas gdy po sławie Arystotelesa nie ma już śladu". Filozofia głęboka, abstrakcyjna (metafizyczna?) jaką zastał Hume wydaje mu się nie do zaakceptowania. Zarzuca jej, że jest "męcząca i uciążliwa", ale również że "stanowi nieuchronne źródło niepewności i błędu". Jedyny sposób przekroczenia jej ograniczeń i zwodniczych ścieżek to - zdaniem Hume'a - gruntowne zbadanie natury rozumu ludzkiego i wykazanie, że nie jest on zdolny do "rozważań tak odległych i zawiłych zagadnień", jakimi miała ambicję zajmować się tego rodzaju filozofia. Ciekawe są obserwacje Hume'a dotyczące samego rysu charakterologicznego ludzi parających się filozofią. Jak pisze: "filozof to ktoś, kogo świat zwykle nie akceptuje, ponieważ, jak się sądzi, nie przysparza on społeczeństwu ani przyjemności, ani pożytku" (5). Ostatni rozdział "Badań dotyczących rozumu ludzkiego" Dawid Hume poświęca w głównej mierze zagadnieniu sceptyzymu. Mówiąc o sceptycyzmie pirrońskim, którego głównym założeniem była teza o tym, że wszystkie zdania sprzeczne są równosilne, a poznanie jest generalnie niemożliwe ani zmysłowo, ani rozumowo, widzimy dość zdecydowany atak na tego typu destrukcyjne i - co by nie mówić - rozpaczliwie pesymistyczne poglądy. Mimo to, jak wynika z lektury "Badań" umiarkowany, okiełznany przez rozsądek sceptycyzm wydaje się być najsilniejszą bronią przed przesądami i logicznymi błędami. Rozpatrując ówczesny sceptycyzm Hume wyróżnia jego dwa oblicza. Jednym z nich jest sceptycyzm kartezjański, nazywany przez autora "Badań": "niezastąpionym środkiem zapobiegającym błędom i nierozważnym sądom". Hume docenia tę cechę metody Kartezjusza, która kazała mu stosować powszechne wątpienia aż do chwili dotarcia do podstaw rozumowania opierających się wątpieniu.Tym niemniej, Hume krytykuje ostatni etap metody Kartezjusza pisząc, że nie istnieje pierwotna zasada, uprzywilejowana względem innych, nawet gdyby istniała, to nie dałoby się poza nią samą wyjść nie angażując władz poznawczych. A te przecież odrzuciliśmy w pierwszym kroku jako narzędzie naznaczone błędem. Drugą twarzą ówczesnego sceptycyzmu jest jego postać stanowiąca konsekwencję nauki. Skoro świat w rzeczywistości jest absolutnie różny od postrzeganego przez nas, to musimy przyjąć jako pewnik równie absolutną omylność władz mentalnych. Tymczasem jak zauważa Hume wciąż większość ludzi mimo wszystko zakłada, że obrazy w ich zmysłach to przedmioty zewnętrzne, a nie - jak jest w rzeczywistości - przedstawienia tych przedmiotów. A o samych przedmiotach wiadomo na pewno, że nie można powiedzieć nic - ich doświadczanie zatrzymuje się na poziomie percepcji, wobec czego ich samych nie doświadczamy nigdy. Główny zarzut jaki sceptycy przedstawiali filozofii był taki, że konsekwencje wyprowadzane z idei przestrzeni i czasu prowadzą do absurdów. Teoria nieskończonej podzielności przestrzeni wręcz szokuje tym, do czego musi doprowadzić. Jak konstatuje Dawid Hume, rozum traktujący naukę poważnie, jest w stanie "zdumienia i zadziwienia". Mimo tych - wydawałoby się oczywistych - zarzutów Hume odrzuca radykalny sceptycyzm jako... równie absurdalny. "Nic nie może być bardziej sceptyczne, bardziej przepełnione wątpliwościami i wachaniem, niż sam sceptycyzm" (128) - pisze. Trudno o inną diagnozę, gdy sceptyk w krytyce racjonalności posługuje się racjonalnym dowodzeniem... Nieumiarkowany sceptycyzm według Hume'a nie ma celu, do niczego nie prowadzi, jest jedynie intelektualną rozrywką. Olbrzymią wartość Dawid Hume upatruje w sceptycyzmie roztropnym, zwanym przez niego również filozofią akademicką. O ile "jego błahe wątpliwości zostaną do pewnego stopnia skorygowane przez zdrowy rozsądek oraz refleksję", a także o ile będzie stronił od dogmatyzmu, taki sceptycyzm może być trwały i użyteczny. Jaki ma być cel filozofowania według Dawida Hume'a? Jest on wyrażony wprost, gdy autor "Badań" pisze, że rozważania filozoficzne nie są niczym innym jak "metodycznym i skorygowanym namysłem nad życiem codziennym". A dodatkowo, jedynym przedmiotem nauk abstrakcyjnych winny być wielkość i liczba, resztę Hume nazywa "czczą sofistyką i iluzją". Dawid Hume kończy swoje rozważania dobrą radą dla miłośników filozofii. Biorąc do ręki jakikolwiek tom, mamy sprawdzać, czy zawiera ona rozważania dotyczące wielkości i liczby, lub fundowanych na doświadczeniu rozumowań o faktach i istnieniu. Jeśli tego nie znajdziemy, Hume radzi: "rzućcie go więc na pastwę płomieni". "Badań dotyczących rozumu ludzkiego" tak potraktować nie można, ale i nie warto. Tak ciekawie prowadzonych rozważań trudno szukać u wielu autorów. Polemiczny styl Hume'a do dzisiaj przykuwa, nic nie straciwszy w ciągu tych blisko trzech wieków na aktualności.
|