Rodzina na krawędzi

Mogłoby się wydawać, że nie ma w stosunkach międzyludzkich nic bardziej naturalnego i stabilnego, jak rodzina. A prawie niezauważenie ta najmniejsza komórka społeczna ewoluowała tak bardzo, że niewiele już przypomina rodzinę sprzed Czasu Zmian.

Ostatnie dwa stulecia to niespotykana dotychczas w historii człowieka eksplozja cywilizacyjna, przynajmniej w regionach - nazwijmy to umownie - kultury śródziemnomorskiej. Industrializacja, urbanizacja, informatyzacja i hegemonia informacyjna sprawiły, że nic nie mogło się oprzeć zmianom. Również rodzina. Można w kolejnym uproszczeniu bieżącą sytuację rodziny określić jako morderczy konflikt między koncepcjami anarchizującymi (czy bardziej delikatnie: atomistycznymi), a tradycjonalistycznymi.

Industrialna rewolucja
Od połowy XIX wieku prawie wszystko uległo zmianie: życie codzienne, modele interakcji między ludźmi, archetyp człowieka, jego ideały i dążenia. Ponoć to odkrywca rachunku różniczkowego i twórca monadologii -Gottfried Wilhelm Leibniz - był ostatnim człowiekiem, który posiadał całość aktualnie dostępnej wiedzy. Nigdy potem nie było to już możliwe. Industrializm sprawił, że w ciągu praktycznie kilkudziesięciu lat wzrosło zapotrzebowanie na wąsko wykwalifikowanych pracowników. Praca fizyczna w dobie maszyny parowej, a potem maszyn liczących przestała dawać wystarczająco wysokie profity, by utrzymać rodzinę. W praktyce, obok rzecz jasna wzrostu przestępczości, doprowadziło to do upowszechnienia pracy kobiet, których wkład w rodzinne budżety stawał się coraz bardziej znaczący. W odróżnieniu od niektórych społeczeństw azjatyckich czy afrykańskich kobieta pracująca przestała wzbudzać zgorszenie, jakie towarzyszyło jej jeszcze w wiekach poprzednich - głównie jednak w rodzinach o tzw. "błękitnej krwi". Nastąpiło także typowo kapitalistyczne przewartościowanie - szacunek wzbudzać zaczęło już nie ''dobre urodzenie'' a ''dobre uposażenie''.
Racjonalna nauka zdefiniowała i opisała (choć nie rozświetliła...) metafizyczność i zagadkowość świata. Rozpoczęła się histeryczna ucieczka od Boga jako prawodawcy. Zastąpiło go przekonanie o subiektywności nie tylko prawa i etyki, ale także moralności. Gigantyczne postępy zrobiła medycyna: ogromnie zmalała śmiertelność niemowląt i kobiet przy porodach, długość życia wzrosła radykalnie. Wzrost demograficzny i ekonomiczne mielizny sprawiły, że coraz więcej osób pozostawało bez pracy - mimo wspomnianego wzrostu poziomu edukacji i kwalifikacji zawodowych.
Postępująca zbyt wolno urbanizacja nie nadąża za przyrostem demograficznym. Niespotykana wcześniej na taką skalę specjalizacja zawodowa i wzrost różnicy stopy życiowej między państwami, a nawet regionami przyczyniły się do zwiększenia ruchliwości społecznej. Postęp w dziedzinie komunikacji masowej ułatwiał i przyspieszał migracje z rejonów biedniejszych do bogatszych. Miało to niewątpliwy wpływ na postępującą atomizację społeczną - w krajach wymieszanych narodowościowo i kulturowo nie było to trudne i czasochłonne.
Na przełomie wieków, a szczególne w drugiej połowie wieku XX nastąpiło globalne upowszechnienie środków masowego przekazu, prowadząc w rezultacie do typowego dla cywilizacji postindustrialnej przesytu informacyjnego. Wykorzystująca środki masowej komunikacji wszechobecna reklama przyczyniła się do ugruntowania światopoglądu skrajnie indywidualistycznego przekonując odbiorę o jego potencjalnej niepowtarzalności i równocześnie wyższości nad innymi przedstawicielami gatunku.

Rodzina tradycyjna
Choć posługujemy się terminem "rodzina" dość swobodnie, to w rzeczywistości jest on niejednoznaczny i niedookreślony. Spory zaczynają się w momencie definiowania zakresu tego pojęcia. Uogólniając: rodzinę wyznaczają przynajmniej dwie cechy konieczne. Jest więc ona jedyną komórką społeczną, która powiększa się nie przez nabór nowych członków, a przez rodzenie dzieci. Drugą cechą wyróżniającą rodzinę w społeczeństwie jest - jak twierdzą socjologowie - bycie przez nią "najważniejszą instytucją przekazującą podstawowy zrąb dziedzictwa kulturalnego szerokich zbiorowości".
Wydaje się, że najpełniejszą definicję rodziny podali MacIver i Page. Twierdzą oni, że to pojęcie zawiera akceptowalny społecznie model trwałego obcowania płciowego, określoną instytucjonalną formę małżeństwa, system nomenklatury określający stosunki pokrewieństwa i zasady dziedziczenia.
Zwolennicy tradycyjnej teorii rodziny często przywołują Augusta Comte'a, który w swojej słynnej analizie części składowych społeczeństwa kompletnie pomija jednostkę. Dla niego rodzina nie jest pomostem między "ja" i "oni", ale wartością i bytem samolegitymizującym się, istniejącym i rozwijającym się nie ze względu i dla dobra jednostki, ale równie symboliczno-biologicznie pojętej tkanki-klasy, a finalnie Społeczności Lokalnej.
Mimo tych założeń, według tradycjonalistów (i Comte'a) nie ma innej drogi do doskonalenia jednostki, jak właśnie hierarchicznie uporządkowana rodzina przygotowująca każdego członka do życia w społeczeństwie. W tym rozumieniu socjalizacja oznacza wyzbycie się "ja" poprzez zastąpienie go przez "my". Wynagrodzeniem ma być niejako mimowolne doskonalenie się wszystkich uczestników. Comte nie wyobrażał sobie innej drogi do ukształtowania człowieka w pełni inteligentnego i moralnego, jak tylko w rozwoju rodzinnym.

Model anarchistyczny
Używana przeze mnie nazwa "anarchistyczny" może być nieco zwodnicza. Równie dobrze można ją zamienić na "komunistyczny", "liberalny" czy jeszcze inny.
Jednak będę się przy niej upierał. Anarchiści jako pierwsi w tak drastyczny sposób zaprotestowali przeciwko patrzeniu na społeczeństwo jako zbiór rodzin. Dla nich był to zbiór pojedynczych ludzi. Jest to przewartościowanie całkowite: jednostka zastępuje tutaj w hierarchii ważności społeczeństwo, które - ich zdaniem - staje się synonimem ucisku. Już William Godwin, uważany za prekursora i ojca nowożytnego anarchizmu, pisał w "Badaniach nad sprawiedliwością polityczną", że "Dopóki człowiek oplątany jest siecią wymuszającą posłuszeństwo i przyzwyczajony do tego, by na każdym kroku uzgadniać swe postępowanie z czymś wobec niego zewnętrznym, dopóki jego dusza i rozum będą nieuchronnie spać". Społecznym ideałem Godwina była "federacja małych społeczności lokalnych". Tak jak Comte pominął w swojej wizji społeczeństwa jednostkę, tak on zignorował znaczenie rodziny zastępując ją większym tworem przypominającym bardziej średniowieczne komuny niż znany nam schemat rodziny. Rodzina w oczach Godwina miała być wolnym związkiem nieograniczonej liczby osób, koncentrującym wokół siebie ich życie. Więzi emocjonalne miały się tworzyć między uczestnikami nie ze względu na pokrewieństwo a wspólną pracę i odpowiedzialność. Zdecydowanie żądał zlikwidowania małżeństwa jako środka ucisku i represji stosowanego przez wrogie człowiekowi państwo.
Z ruchem anarchistycznym jest także łączone pojęcie wolnej miłości, zakładające pełne prawo każdego człowieka do dysponowania swoim ciałem i w konsekwencji dające mu prawo do nieskrępowanego czerpania seksualnych przyjemności. Towarzyszyła mu negacja pojęcia wierności czy monogamiczności.

Ruchliwość
Industrializacja i urbanizacja wpłynęła na funkcjonowanie rodziny na wielu płaszczyznach. Jedną z nich jest radykalne zwiększenie możliwości przemieszczania się. Dzisiaj tzw. "przeciętny obywatel" postindustrialnego państwa moze bez problemu w ciągu kilkunastu godzin znaleźć się w dowolnie wybranym miejscu na ziemi, jeśli tylko ma potrzebne ku temu - wcale nie nierealnie wysokie - środki. Co nie mniej istotne: wpływ wszechobecnej informacji jest taki, że cel podróży jest doskonale znany: łącznie z temperaturą i ciśnieniem powietrza. Oczywiście taki wyjazd może być zarówno turystyczną ekstrawagancją, jak i emigracyjną decyzją wiążącą całą rodzinę.
Ruchliwości społecznej towarzyszy poczucie alienacji i pewnego zagrożenia, szczególnie dotyczy to przypadków, gdy emigrant nie zna jeszcze języka dominującego w nowym miejscu zamieszkania. Teoretycznie rodzina winna w takich warunkach mocniej się skonsolidować i faktycznie w pierwszym okresie tak się dzieje. Później jednak następuje mniejsza lub większa asymilacja, rodzina się otwiera na nowe zwyczaje i tradycje. Towarzyszy temu procesowi otoczka konfliktu: z nowym społeczeństwem i również - przez nierówny czas asymilacji członków rodziny - w samej społeczności rodzinnej.

My zdies' automaty
Technologia produkcji i świadczenia usług zmieniła się w ostatnich latach totalnie. Maszyna i informacja praktycznie wyparły z wielu branż żywych ludzi, którzy są potrzebni wyłącznie jako kadra zarządzająca i akcjonariusze. Jak zauważył Charles Denby, a za nim Herbert Marcuse: "wewnątrz zespołu technologicznego zmechanizowana praca, w której automatyczne i półautomatyczne reakcje wypełniają większą część (jeśli nie całość) czasu pracy, pozostaje zajęciem na całe życie, wyczerpującym, ogłupiającym, nieludzkim zniewoleniem - jeszcze bardziej wyczerpującym z powodu przyspieszenia tempa, kontroli operatorów maszyn (raczej niż produktu) oraz wzajemnej izolacji robotników od siebie." Pracownicy w zdehumanizowanych fabrykach chcąc nadążyć za maszynami muszą zachowywać się i pracować jak robot pozbawiony umiejętności analizowania swoich czynności.
Z automatyzacją i wypieraniem żywych pracowników ściśle wiąże się zwiększanie w państwach wysokorozwiniętych marginesu bezrobocia i obniżanie czasu pracy, bez zwiększania wysokości zatrudnienia. Ludzie pracujący nawet przez sześć (a nie osiem) godzin dziennie, przez wiele lat wykonujący te same czynności przy maszynie, siłą rzeczy przenoszą nawyki na życie rodzinne. Automatyzacja wszystkich praktycznie gałęzi przemysłu doprowadziła także do zminimalizowania solidarności i możliwości utożsamiania się z daną grupą zawodową. Wszyscy robotnicy, niezależnie od tego czy produkują guziki czy samoloty, wykonują podobne czynności i otrzymują za swoją pracę zbliżone wynagrodzenia. Automatyzacja sprawia, że stosunki panujące w rodzinie zaczynają być równie odhumanizowane. Dochodzi do tego upowszechnianie automatów funkcjonujących w gospodarstwach domowych. Dzisiaj w rodzinie każdy członek może w przyjemny sposób spędzić swój wolny czas bez jakiegokolwiek kontaktu z innymi domownikami. Rozpowszechnienie na masową skalę komputerów osobistych (zwłaszcza z dostępem do Internetu), szerokiej gamy urządzeń do odtwarzania obrazu (coraz doskonalsze telewizory, magnetowidy, dvd itd.) i dźwięku pozwalają zapewnienie sobie doskonałej rozrywki bez potrzeby kontaktu fizycznego z innymi ludźmi.
Zarówno tradycjonaliści jak i anarchiści (z innych przyczyn) widzą w automatyzacji jedynie zagrożenia. Tradycjonaliści czują zmniejszanie się relacji interpersonalnych i osłabianie się więzi w łonie rodziny. Anarchiści zwracają uwagę raczej na zniewolenie człowieka od maszyny i związane z tym ograniczenie decyzyjności.

Rozluźnienie wspólnot
Choć dzisiaj trudno to sobie wyobrazić, jeszcze niedawno rodziny spędzały wspólnie większość czasu: zarówno podczas pracy, jak i rozrywki.
Można sobie bez większych trudności wyobrazić rodzinę, która widuje się w weekendy: małżonkowie pracują w różnych godzinach, jedzą "na mieście", dzieci uczą się lub studiują w innych miastach, lub nawet w tym samym mieście, ale dla dobra ich "socjalizacji" mieszkają w akademikach.
Widać tę zmianę również na płaszczyźnie stosunków międzyludzkich: dzisiaj po poradę nie zwraca się już do rodziców czy współmałżonka, a bardziej do anonimowych "ekspertów" w Internecie lub kolegi z pracy, szkoły bądź pubu. Systematyczna atomizacja społeczna spowodowała już teraz upadek autorytetu rodziny (czy ktoś jeszcze używa określenia "głowa rodziny" lub "senior rodziny"?) na rzecz coraz doskonalej interaktywnych massmediów, do których rzecz jasna w pierwszej mierze trzeba zaliczyć Internet.

Normy na śmietniku
Idąc tropem niektórych oświeceniowych racjonalistów nowoczesność zapomniała, czy bardziej - chciała przemilczeć, sferę ezoteryki i duchowości. Jak mogliśmy zobaczyć choćby w filmie "Znachor": nienaukowość, w sensie racjonalności technologicznej o której tyle pisał Marcuse, stała się synonimem zabobonu i zacofania. Te same zioła przepisane przez lekarza z dyplomem są alternatywnym (!!!) źródłem leczenia, a otrzymane od "znachora" ryzykanctwem. Od odrzucenia sfery ducha, do ateizmu, ewolucjonizmu i całej reszty ówczesnych izmów droga była już prosta. Odejście od Absolutu i negacja istnienia absolutnej moralności i etyki musiała zostawić ślad na rodzinie. Rozciągnięte na każdą sferę działalności ludzkiej, nie wyłączając teologii i etyki, prawo względności kompletnie zmieniło stosunek do rodziny. Nie jest już ona uświęconym przez Boga i tradycję związkiem, a jedynie przynajmniej dwustronną umową, z której każda ze stron stara się wyciągnąć jak najwięcej korzyści dla siebie.
Tymczasem odrzucenie strachu przez Absolutem poskutkowało w ponowoczesności lękiem przed nienazwanym.
Schemat rodziny patriarchalnej musiał ulec przeobrażeniu. Pojawiły się jego liczne zdeformowane formy. Myśląc w tej konwencji nie do pogodzenia jest ślepe jak dotąd posłuszeństwo głowie rodziny i bardzo ścisłe łączenie swojego szczęścia ze szczęściem całej rodziny. W konflikcie lojalności "ja a rodzina" wybór pozytywny dla jednostki był przesądzony. Z względnością moralno-etyczną wiąże się niepokojący wzrost przestępczości, rosnąca brutalizacja i pojawienie się wyższej liczby przestępstw dokonywanych na tle seksualnym, często dewiacyjnym. Zjawisko to nie ominęło rodziny. Pozbawiona moralnych, w pełni co prawda narzuconych, ale maksymalnie przyswojonych, pewników, rodzina zaczęła się chwiać.

Rewolucja seksualna
Okres rewolucji seksualnej jest dosyć trudny do zdefiniowania. Wydaje się, że miał on dwie fazy: drugą dekadę ubiegłego wieku i ruch hippisowski. Ukoronowaniem pierwszej fazy byłoby powstanie pierwszego znanego filmu pornograficznego zatytułowanego "Darmowa przejażdżka" w roku 1915. Druga faza znalazła swoje ukoronowanie na słynnym festiwalu Woodstock w roku 1969. Tutaj, podobnie jak rok wcześniej na Sorbonie, młodzi ludzie pokazali światu, że mogą zupełnie sami stworzyć alternatywny model rodziny, że nie potrzebują już narzuconych przez kulturę i tradycję wzorców. Wydaje mi się, że praktycznie na roku 1970 można zakończyć historię rewolucji seksualnej: od tego czasu niewiele się w tej dziedzinie zmieniło (nie licząc oczywiście paraliżującego strachu przed AIDS). Rewolucja ta przyniosła kolosalne zmiany w widzeniu rodziny. Stanowiła jakby "ucywilizowaną" wersję rodziny postulowanej wcześniej przez anarchistów.
Od połowy lat sześćdziesiątych praktycznie nie ma już mowy o rodzinach podobnych do tych z ubiegłego wieku. Rewolucja seksualna przeniosła środek ciężkości z metafizycznego pojmowania związku międzypłciowego na czysto przyjemnościowy. Doprowadziło to do niespotykanego wcześniej zwiększenia liczby rozwodów i związków nierejestrowanych urzędowo. Najjaskrawszą i najbardziej kontrowersyjną zdobyczą rewolucji seksualnej jest niewątpliwie ruch na rzecz zalegalizowania związków homoseksualnych i przyznanie im prawa do adopcji.

Wolna miłość
Z całą pewnością minę pod fundament tradycyjnej rodziny podłożył ruch hippisowski promując termin "wolnej miłości", która miała być sposobem na wyzwolenie się spod ucisku systemu i jego swoistą kontestacją ("make love not war"), ale też sposobem na osiągnięcie transcendencji (widać to choćby w poezji Allena Ginsberga czy prozie Williama S. Burroughs'a). Rzecz jasna wolna miłość nie stała się standardem, ale mimo to stworzyła podwaliny pod nowatorskie widzenie sfery seksualności człowieka, ograniczając do minimum przypisaną rodzinie funkcję prokreacyjną.

Funkcja prokreacyjna a seksualna
Tradycjonaliści rozważając funkcjonowanie rodziny w społeczeństwie przypisują jej szereg funkcji. Czy są one aktualne również dzisiaj?
Jedną z podstawowych funkcji rodziny zgodnie z definicją jest prokreacja. Dzisiaj zaspokajanie popędu seksualnego nie służy już - nawet teoretycznie - li tylko utrzymaniu gatunku. Bodaj najbardziej tradycyjonalistyczne, konserwatywne stanowiska zauważają już i doceniają wartość samego aktu miłosnego, w odróżnieniu od jego naturalnych konsekwencji prokreacyjnych. Nie można nie zauważyć tutaj zasług psychoterapii, która tak mocno powiązała satysfakcję seksualną z ogólną kondycją psychofizyczną człowieka.

Rodzinne finanse
Zgodnie z tradycjonalistami, funkcja materialno-ekonomiczna polega na kumulacji rodzinnego majątku, zaspokajaniu potrzeb bytowych rodziny i wspólnym gospodarowaniu. Dzisiaj jesteśmy świadkami zmian w funkcjonowaniu rodziny na tej właśnie płaszczyźnie - indywidualizacja budżetów, zwłaszcza rodzin o dochodach przewyższających minimum pozwalające na przeżycie, jest coraz powszechniejsze. Obok rodziców posiadających własne dochody, również coraz popularniejsze (głównie w miastach) jest "dorabianie" sobie już kilkunastoletnich dzieci do "kieszonkowego", co ma je nauczyć gospodarowania własnymi pieniędzmi i podejmowania świadomych decyzji związanych z konsumpcją.

Kontrola w rozpadzie
Tradycyjnie pojmowania funkcja kontrolna miała polegać na "wzajemnej kontroli współmałżonków, kontroli rodziców w stosunku do dzieci oraz wzajemnej kontroli w ramach rodziny dużej (...) w celu zapobiegania ewentualnym odstępstwom od norm i wzorów przyjętych w rodzinie za obowiązujące". Podczas gdy nawet małżonkowie (rodzice) spędzają większość czasu osobno, trudno mówić o znaczeniu tej sfery rodzinnego życia. O nikłym wpływie funkcji kontrolnej świadczyć może choćby raport Sharon Hite, która w swych badaniach pokazała, że już po dwóch latach od zawarcia ślubu aż 72 procent Amerykanów ma romans z inną kobietą...

Rodzina kontra media
Tradycjonaliści widzą olbrzymie znaczenie socjalizująco-wychowawcze młodego człowieka. Naturalne środowisko pierwszych doświadczeń - to przecież właśnie rodzinny dom, gdzie dziecko uczy się samodzielnej egzystencji, poznaje swoje duchowe i kulturowe korzenie. Tworzy swoją tożsamość.
Czy na pewno dzisiejsza rodzina jest w stanie zaspokoić tę pierwotną potrzebę dziecka? Gdy rodzice są zazwyczaj w pracy, opiekunki zmieniają się jak pory roku a żłobki i przedszkola przypominają sanatoria? Wtedy do głosu dochodzą media, gry komputerowe i koledzy. Stąd corocznie obserwujemy wzrost przestępczości nieletnich i obniżanie się wieku inicjacji seksualnych. Przypomnijmy, że już 10 lat temu polskie sądy opiekuńcze wydały prawie 20 tysięcy zgód na małżeństwo nieletnich.

Problem związków homoseksualnych
Znakiem nowych czasów, bezwzględnej względności, jest bodaj najbardziej kontrowersyjna zdobycz rewolucji seksualnej i indywidualizacji moralności: coraz większa grupa nacisku na rzecz zalegalizowania związków homoseksualnych. Za początek zorganizowanego ruchu homoseksualistów uznaje się gejowską rebelię w nowojorskim barze "Stonewall" w 1969 roku. Pojawiły się wtedy hasła: "Gejowskie jest dobre" i "Z ukrycia - na ulice!". Od tego okresu obserwuje się coraz liczniejsze przyznawanie się ludzi do tej orientacji seksualnej. Powstają również liczne stowarzyszenia.
Model małżeństwa homoseksualnego zdecydowanie kłóci się z tradycjonalistyczną definicją rodziny. Jest bowiem pozbawiony podstawowych własności przypisywanych rodzinie, takich jak spełnianie funkcji prokreacyjnej, a co za tym idzie wychowawczej. Zmniejszyć te dysproporcje mogłaby regulacja prawna zezwalająca małżeństwom homoseksualnym na legalną adopcję. Rodzi to jednak kontrowersje moralne. Zgodnie z właściwym (słownikowym) rozumieniem słowa rodzina, trudno jest w ogóle homozwiązki rozważać jako równoprawne.
Na tym polu widzimy niewątpliwą przewagę anarchistycznego modelu życia i rodziny, zakładającego przecież pełne prawo wyboru przynależne jednostce: także w sferze świadomego wyboru orientacji seksualnej.

Mniej rodzin
W Polsce od początku lat 90 ubiegłego wieku liczba nowych związków małżeńskich systematycznie spada: jeśli w pierwszej połowie lat 80 na każdy tysiąc osób przypadało dziewięć nowych małżeństw rocznie, to w roku 1995 niewiele ponad pięć. Spadek jest więc drastyczny: prawie o połowę!
Jeśli już zapadnie decyzja o ślubie, to jakie powody za nią stoją? Przede wszystkim więc zawiera się małżeństwo z miłości, dla zaspokojenia swojego popędu seksualnego w sposób teoretycznie najbezpieczniejszy (myślę tutaj głównie o AIDS) lub zwyczajnie czując potrzebę duchowego bezpieczeństwa i stabilizacji. Bardzo popularne są jednak powody propagowane przez tradycjonalistyczny punkt widzenia, na co zwróciła uwagę między innymi dr Marlena Kuciarska-Ciesielska zauważając, że "część współczesnych młodych ludzi podejmuje decyzje o zmianie stanu cywilnego pod presją rodziny. Rodzice nakłaniają do poślubienia osoby, która, ich zdaniem, byłaby odpowiednim partnerem. Dotyczy to zwłaszcza córek w ciąży, ale również i takich sytuacji, gdy w wyniku małżeństwa dziecko opuści dom, poprawiając tym samym sytuację materialną lub mieszkaniową pozostałych członków rodziny..."

Kościół w rodzinie
Kościół katolicki ma wciąż znaczny wpływ na wiernych, którzy choć niekoniecznie są na bieżąco oczytani w doktrynie swojej wiary, to z pewnym opóźnieniem poznają ją za pośrednictwem mediów, kazań itp.
Jeśli uznać za reprezentatywne dla oficjalnej doktryny katolicyzmu poglądy jednego z największych profesorów i filozofów katolickich - Mieczysława Gogacza, to rodzinę należy wówczas traktować jako "zespół osób, powiązanych relacjami osobowymi, gdy zaraz wiążą rodzinę relację rodzicielstwa i odniesień do rodziców". Gogacz więc włącza w zakres rodziny także dziadków, wujków i ciotki.
Katolicyzm kładzie duży nacisk na stronę formalną rodziny: na obowiązek legalizowania związków małżeńskich jako jednego ze świętych sakramentów. Zdecydowanie także przeciwstawia się wszelkim formom seksu przedmałżeńskiego, jako niezgodnego z prawem kościelnym, zaś stosunkom seksualnym w małżeństwie przypisuje wyłącznie funkcję prokreacyjną. Postuluje także bardzo patriarchalny model rodziny, akcentując z jednej strony indywidualną odpowiedzialność przed Bogiem za swoje czyny, z drugiej jednak zalecając daleko idące podporządkowanie się żony i dzieci ojcu.
Bodaj najmniej przestrzeganym wymogiem stawianym wyznawcom katolicyzmu jest negowanie rozwodów, traktowanie związku małżeńskiego jako wiecznego i nierozerwalnego (dając mimo wszystko furtkę w postaci możliwości unieważnienia małżeństwa).
Zdecydowanie tradycjonalistyczny model rodziny lansowany przez kościół katolicki ulega wpływom "tego świata" nawet w obrębie samych wyznawców. Faktem jest widoczna w społecznościach katolickich dążność do indywidualnego wybierania schematów uznawanych za intymne, a do takich przecież należy zaliczyć między innymi rodzinę.

Próba podsumowania
Mimowolna konfrontacja dwóch modeli rodziny: tradycjonalistycznego i anarchistycznego, "starego" i "nowego", nie przyniosła jak dotychczas zdecydowanej przewagi żadnego z nich. Epoka postindustrialna wymusiła olbrzymie zmiany na sposobie widzenia instytucji rodziny przez społeczeństwa indoktrynowane przez massmedia i masową kulturę. Nastąpiło znaczne przewartościowanie w sferze rozumienia wolności jednostki i poszanowania jej prawa wyboru (najlepszym świadectwem jest dyskusja na temat zalegalizowania eutanazji). Mimo powyższego stwierdzenia o względnej równowadze obu modeli rodziny, stwierdzić należy, że właśnie model anarchistyczny poczynił największe postępy na drodze do powszechności. Bowiem o ile jeszcze sto lat temu był on właściwie w powijakach, nie mieścił się nawet w granicach błędu statystycznego i widoczny był jedynie w pismach postępowych myślicieli, to dzisiaj jest równorzędnym wyjściem i stanowi bardzo silną alternatywę dla tradycjonalistycznego modelu rodziny.
Świat znajduje się ewidentnie w punkcie kulminacyjnym walki o rodzinę. Przejście od tradycyjnego modelu, to schematu ponowoczesnego jest nieuchronne. I do tego państwo - choćby w kontekście anachronicznie solidarnościowego systemu ubezpieczeń społecznych - musi dążyć. Dalszy rozpad rodziny, przy obojętności instytucji państwowych, doprowadzi bowiem do krachu całego systemu. Jesteśmy na krawędzi. Będziemy mieli tyle rozsądku i jasności umysłu, żeby się zatrzymać?



Wstecz