Cena moralnościKto za młodu nie ma ideałów, na starość będzie świnią - można trawestować słynne powiedzenie Otto von Bismarcka dotyczące socjalistów. Młode, przepełnione ideałami głowy coraz szybciej napotykaja na mur rzeczywistości. Pozostaje im heroiczna walka o własną tożsamość, albo mniej lub bardziej wstydliwy proces adaptacji. Młodzi hip-hopowcy, powtarzając za narodowcami, ekologami, pacyfistami itp, oskarżają cały świat o sprzedaż ideałów. Za kilka lat ubiorą garnitury i pójdą do pracy. Czy zapatrzone w romantyczną miłość dziewczęta niebawem będą się rozglądały za "sponsorem"...? Jaka jest rzeczywista, rynkowa wartość ideałów? Na ile wyceniamy własną moralność? Niełatwy wybór Kamila przyjechała do Warszawy ponad rok temu z małego miasteczka na Kujawach. Jako że na świadectwie maturalnym widniały same piątki, rodzina postanowiła, że będzie studentką Uniwersytetu Warszawskiego. Nie bez problemów zdała na jeden z bardziej prestiżowych kierunków. Pierwszy rok mieszkała w akademiku, rodzice wspomagali ją jak mogli - ale przy koleżankach czuła się jak myszka. Nie było ją stać na coweekendowe wyjścia do modnych lokali, wciąż nowe ubrania, kosmetyczkę i fryzjerkę przed każdą imprezą. Jeśli tak się stało, że zaoszczędziła parę groszy - rozglądała się po wyprzedażach. W niektóre weekendy stała na promocjach w hipermarketach. Stawki miała co prawda niskie, ale zawsze te kilkadziesiąt złotych za jeden dzień pracy udawało jej się zarobić. Straciła grunt pod nogami w czerwcu. Tuż po sesji egzaminacyjnej (zdanej bez problemu) dowiedziała się, że od października musi znaleźć sobie lokum. O powodach wypowiedzenia akademika Kamila nie chce mówić. - Stało się i tyle. Teraz sama na pewno sobie nie poradzę. Mogę pracować w weekendy, ale przecież w weekendy nie zarobię na na wynajęcie pokoju w Warszawie. Rodzice też mi nie pomogą, bo po prostu nie mają z czego. Dlatego zdecydowałam się na ten ruch - mówi z ledwo zauważalnym wstydem na twarzy. Kamilę spotkaliśmy na stronie randki.interia.pl. W piątek swoim profilu (wizytówce w serwisie) napisała wprost: "Studiuję. Mieszkam w Warszawie. Mam duże potrzeby i mało pieniędzy..." Do poniedziałku miała zapełnioną skrzynkę. "Witaj, ja szukam i potrzebuję erotycznej przyjaźni. Nie szukam miłości. Z mojej strony masz pełną dyskrecję. Taka miła znajomość tylko na dłużej. nie szukam jednorazowych i wątpliwych doznań. stała miesięczna kwota. i sądzę, że ważna jest wzajemna akceptacja. Dlatego proponuję herbatę, rozmowę. jeżeli wszystko będzie ok z obu stron, to porozmawiamy co dalej. Jeżeli nie, to wypijemy herbatę, porozmawiamy i się pożegnamy zapominając o spotkaniu i o tym, że się poznalismy" - kusił Tomek. Piotr był zwięzły: "Witam. Proponuję spotkanie weekendowe - 4000 zł za weekend". Niektórzy, tak jak Randal2 proponowali dłuższy układ: "Mam 48 lat, dojrzały emocjonalnie, bez problemów finansowych. Poszukuje kochanki otwartej na seks ze starszym mężczyzną. Gwarantuje opiekę i pomoc (sponsoruję) i dobrą zabawę. Mieszkam w Warszawie, mam lokum". Tomek przysłał Kamili bardzo konkretną propozycję: "Mam 30 lat i szukam kogoś takiego jak ty. Powiem krótko, ja szukam stałej partnerki do towarzystwa napisz czy staly sponsoring cie interesuje i za ile. Prawdę mówiąc z ostatnią moją dziewczyną mielismy taki układ 2000 za miesiąc (10-12 spotkań) płatne w ratach po 1 tygodniu 700, po 3 tygodniu 700 i na koniec miesiąca reszta + premia. Napisz czy pasuje ci taki układ i podaj swoją kwotę, a jeżeli nie pasuje, to podaj swoją propozycję, no i oczywiście cenę". Jak sobie szybko policzyła, spotykając się z dwoma stałymi "sponsorami" Kamila będzie mogła opłacić sobie kawalerkę w centrum Warszawy i żyć na dość wysokim poziomie. Dużo wyższym, niż mogłaby sobie pozwolić pracując każdego wieczora w pubie, albo stojąc codziennie na promocjach. Jak się z tym czuje? - Cóż. Jeszcze nigdy nie zrobiłam "tego" za pieniądze. Ale to normalne, że mężczyzna odwdzięcza się za czułość kwiatami, prezentami. Więc dlaczego nie gotówką? Nie czuję się jak dziwka. Choć przyznam, że jestem przed pierwszym razem mocno zdenerwowana. Umówiłam się na najbliższy weekend, chcę to mieć już za sobą - Kamila stara się przybrać hardą minę. Czuć jednak, że jest bardzo zdenerwowana. Od córki do ojca Nie zawsze układ sponsorski jest tak bardzo jasno ustalony już na wstępie znajomości. 41-letni Sponsor (tak chce by go nazywać) z Warszawu mieszka ze studentką. Jest rozwodnikiem. "Moja córka razem z byłą żoną mieszka w innym mieście. Poprosiła mnie, czy jej koleżanka mogłaby zamieszkać u mnie w trakcie egzaminów na studia. Po egzaminach zaproponowałem, by została. Ustaliliśmy, że w czasie studiów będzie u mnie mieszkała i zajmowała się trochę domem. Ja w zamian zapewnię jej utrzymanie i 800 złotych pensji za to, co robi. Okazała się bardzo miłą osobą. Dosyć często wyjeżdżam i bardzo mi to odpowiada. Jej chyba też. Chodzi na studia i jest zadowolona. Przed Sylwestrem zapytała, czy mogę ją zabrać ze sobą, bo nie ma innych planów. Pierwszy raz spaliśmy w jednym pokoju, w hotelu. No i... wskoczyła mi do łóżka. Nie pamiętam kiedy ostatni raz było mi tak dobrze. A teraz jest jeszcze lepiej. Podoba mi się, że to wszystko ją tak cieszy: nowe ubrania, jakiś wspólny wyjazd, czy - jak ostatnio - kurs na prawo jazdy. Na początku źle się z tym czułem, że jest taka młoda, ale teraz właśnie to mi się w niej najbardziej podoba" - opowiada. Na pograniczu Dziewczyny, które korzystają ze "sponsoringu" dość chętnie z nami rozmawiały, ale tylko za pośrednictwem Internetu. Wstyd przed ujawnieniem twarzy był większy, niż chęć podzielenia się swoimi, nierzadko bardzo przykrymi doświadczeniami. - Korzystam z pomocy przyjaciela - napisała do nas Ania, także studentka jednej z warszawskich uczelni, pochodząca z małego miasteczka na Mazowszu. - Jest dyrektorem w dużej firmie, nie powiem ci jakiej. Nasz kontakt ogranicza się do tego, że dzwoni, gdy ma ciężki okres w domu. Spędzamy ze sobą niektóre weekendy, czasem zabiera mnie do jakiejś restauracji, gdzie nie wypada się pokazać z żoną. W zamian płaci za moje mieszkanie i nigdy nie przychodzi z pustymi rękami. To uczciwy, zdrowy układ. Nie czuję się prostytutką... Trudność definicyjna Ania nie czuje się prostytutką, i ma rację. Zgodnie ze znaczeniem słownikowym, prostytutka to "kobieta, która zarobkuje przez świadczenie usług seksualnych". Tymczasem, jak mocno akcentują zarówno sponsorzy jak i dziewczyny korzystające z tego typu ofert, sfera seksu jest ważna, ale wcale nie najważniejsza w tym wszystkim. Także Stanisław - 47-latek prowadzący swoją firmę - nie czuje, że korzysta z usług prostytutek. - Niech pan nie myli sponsoringu z prostytucją, to zupełnie coś innego! - oburza się na samo pytanie o charakter tego typu usług. - Jak każdy mężczyzna potrzebuję kobiety w łóżku, ale ważniejsze jest to, że jestem doceniany, szanowany, podziwiany - tłumaczy. Czy "utrzymanka" to zawód? - Oczywiście w wykazie zawodów taka profesja nie istnieje. Dotykamy raczej styku moralności i swego rodzaju trendu, stającego się metodą na utrzymanie w wielkim mieście. Co ciekawe dotyczy to także mężczyzn, którzy bywają utrzymankami zamożnych kobiet - mówi Maciej Eckardt, wicedyrektor do spraw Poradnictwa Zawodowego i Pośrednictwa Pracy Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Warszawie. - Niestety, sytuacja na rynku pracy, chęć odniesienia sukcesu za wszelką cenę, a także spłycenie norm moralnych powodują, że ten "sposób na życie" pomału już nie dziwi i zdobywa nowych wyznawców. To objaw zmian w mentalności społecznej. W dużym mieście szybciej puszczają hamulce moralne, do czego przyczyniają się nie tylko rówieśnicy, ale przed wszystkim media, które lansują dość permisywną wizję świata. Czy można dziwić się młodym ludziom, odległym od wartości moralnych, którzy ulegają wizji człowieka przedstawianej np. w serialu "Seks w wielkim mieście" i presji tzw. "wyzwolonego" środowiska. Trudności na rynku pracy są z pewnością jedną z przyczyn tego zjawiska, ale nie jedyną. Ktoś, kto nie chce w ten sposób frymarczyć swoją godnością do tego się nie zniży. Trzeba wskazywać inne przykłady wielu młodych ludzi, którzy radzą sobie zachowując godność, pomimo, że jest to trudniejsze. Jeśli poradzą sobie i nie ulegną pokusie łatwego życia, tym bardziej poradzą sobie później na rynku pracy. A "utrzymanki", cóż, tylko do czasu, aż "sponsor" nie znajdzie sobie młodszej i ładniejszej. To smutne, ale prawdziwe - kończy dyr. Eckardt. Męskie ramię Nie tylko młode dziewczyny utrzymują się ze sponsoringu. Oczywiście jest ich przytłaczająca większość, ale nie można zapominać o młodych mężczyznach, studentach, którzy dotrzymują towarzystwa paniom w średnim wieku. Im jest dużo trudniej znaleźć sponsorkę. Kobiety mają więcej oporów z zamawianiem ciepła. Bo ono jest w tego typu związkach ważniejsze nawet od seksu. A skoro już o tym mowa: student zawsze będzie miał w stanie dotrzymać kroku dojrzałej bizneswoman, w odróżnieniu od jej zestresowanego pracą i wiekiem męża. Także dla samych chłopaków przyznanie się do tego, że jest się na utrzymaniu "przyjaciółki" jest dużo trudniejsze, niż dla ich rówieśniczek. Ujawnienie takiej relacji w większości środowisk skończyłoby się ostracyzmem... Dojrzałe oferty - Opiekuję się dwiema studentkami, inaczej dziewczyny musiałyby wrócić do swoich miasteczek i pożegnać się z karierą. Poszłyby śladami swoich rodziców, którym wypłaty starczają najdalej do połowy miesiąca. W zamian oczekuję tego, czego już dawno nie doświadczyłem od mojej żony: czułości, serca, wdzięczności - tłumaczy Stanisław. - No dobrze... seksu też - mówi Stanisław. Stanisław swoją wizytówkę umieścił także niedawno. Nie otrzymał tak jednoznacznych odpowiedzi jak Kamila. Był też nieco zdziwiony autorkami listów. - Spodziewałem się, że wszystkie listy dostanę od młodych dziewczyn, którym brakuje pieniędzy na błyskotki. Tymczasem spora grupa kobiet, które do mnie napisały, to panie w moim wieku - dziwi się Stanisław. - Piszą one, że mają męża fajtłapę, dziecko odchowane i olbrzymi, a niezrealizowany potencjał miłosnego szału, jak napisała jedna z nich. Niestety, ja potrzebuję powiewu młodości, a nie moich rówieśniczek - dodaje. Dużo wyższy poziom O różnicy między prostytucją, a sponsoringiem mówią także znawcy tego pierwszego zjawiska. Jak pisze socjolog Błażej Karwat: "większość prostytuujących się kobiet stanowią osoby w wieku 35-39 lat oraz 40-44. Wśród mężczyzn są to osoby w wieku do 25. Dużym zainteresowaniem ze strony homoseksualnych klientów cieszą się pełnoletni mężczyźni o chłopięcej urodzie". Tymczasem wśród "sponsorów" największym zainteresowaniem cieszą się studentki. Jak wynika z danych Komendy Głównej Policji, polskie prostytutki rekrutują się z rodzin robotniczych (70-80 procent), chłopskich (15-20 procent) i inteligenckich (7 procent). Większość z nich ma wykształcenie podstawowe (71,2 proc.) i średnie (28 proc.). Jedynie 0,7 procenta prostytutek ma wykształcenie wyższe lub niepełne wyższe. Świadectwo zmian Czasy, gdy powszechnie przyjętym ideałem, wzorcem szczęśliwego życia była rodzina, odchodzą do historii. Dzisiaj najbardziej pożądanym celem jest życie dostatnie. Niekoniecznie musi to iść w parze z sakramentalnym "tak". Nawet ciąża - postrzegana jeszcze niedawno jako stuprocentowy powód (obok oczywiście miłości) zawarcia związku małżeńskiego - dzisiaj już nie zawsze prowadzi przed ołtarz: dziesięć lat temu w związkach pozamałżeńskich rodziło się około 6-7 procent dzieci, dzisiaj już 12-13 proc. Jak wynika z danych Centrum Badania Opinii Publicznej, obecnie małżeństwa zawierane są w coraz późniejszym wieku - dzisiaj jest to dla kobiet 24 lata, a aż 80 procent kobiet w ogóle nie wyjdzie za mąż. Z tymi danymi zgadza się pani Halina, warszawianka od urodzenia, przed wojną pracująca jako służąca u znanej arystokratycznej rodziny. - Warszawa to specyficzne miasto, widać tutaj wyraźnie, jak zmieniają się obyczaje. Przed wojną byłam nastolatką pracującą u państwa - opiekowałam się dziećmi, pomagałam w domu. Nie wiem czy wszędzie tak było, ale u nas byłoby nie do pomyślenia, żeby ktoś miał utrzymankę. Bo o to pan pyta, prawda? - pani Halina zamyśla się na chwilę. - Chociaż nie, skłamałabym. Mówiło się, że ktoś z towarzystwa moich pracodawców miał utrzymankę gdzieś nad morzem. Często tam jeździł w interesach. Ale może to tylko plotki? - zastanawia się. W latach realnego socjalizmu wszystko było proste: mężczyźni mieli dziewczyny, żony i kochanki. Wyjątkowo: korzystali z usług prostytutek. - Wszyscy równo dzielili biedę, nie było takich różnic w zamożności jak teraz. Jeszcze dwadzieścia lat temu szczytem dobrego gestu było wręczenie kochance bombonierki, albo zagranicznych rajstop. Teraz pewnie to wydaje się młodym ludziom jak opowieść z innego świata - pani Halina z dystansem mówi o tych przemianach. Faktycznie: dzisiaj trudno jest sobie wyobrazić, by zamożny sponsor pojawił się w drzwiach z samymi kwiatami. Ile kosztuje luksus? Osoby biorące udział w "sponsoringu" niechętnie mówią o kosztach: dla obu stron wydaje się to być dość wstydliwym tematem. Najczęściej pojawiającym się kosztem, jest wynajem mieszkania i opłata za studia zaoczne lub wieczorowe. Patrząc na ceny warszawskie, gdzie kawalerka w dobrym stanie i nienajgorszej lokalizacji kosztuje w granicach 1000-1500 złotych, w grę wchodzą niemałe kwoty. Na jedno wyjście do restauracji lub dyskoteki trzeba liczyć nie mniej niż 200-500 złotych. A nie wypada przecież nie zaprosić sponsorowanej panny do lokalu o słabej renomie. Podobnie jak nie godzi się przyjść z pustymi rękoma: zestaw luksusowej bielizny, dobre perfumy lub prezent od jubilera, to oczywiście wydatek znów co najmniej 200 złotych. A co sponsor dostaje w zamian? - Jestem zachwycona tym jak wygląda, jak i co mówi, choćby przypominał zmęczonego, zaniedbanego faceta, a nie modela z okładek kolorowych gazet. Nigdy też nie powiem, że boli mnie głowa - zaręcza z uśmiechem Ania. Mężczyzna przedstawiający się jako "Facet1" nie zgadza się z naszymi wyliczeniami, uważa, że są zaniżone. "Właśnie kończę znajomość z trzecią swoją sympatią - zmieniam co trzy lata fundując na otarcie łez mieszkanie. W końcu ona też chce ułożyć sobie normalne życie. Rozglądam się za następną - a jest w czym wybierać! Reklama pocztą pantoflową daje niesamowity efekt. Skoro ty rozmawiałeś z dziewczynami szukającymi kogoś przez Internet, to znaczy że z nimi jest coś nie tak. Jeśli pytałeś o koszty, to już podaję: wynajęcie mieszkania + zakup wyposażenia + koszty telefonów + ciuchy + kosmetyki + 3000-4000 kieszonkowe + 2-3 tygodnie w ciepłych krajach (raz do roku udaje się jakoś oszukać żonę). Zabawa jest świetna - masz kobietę na własność, bez żadnych zobowiązań. Jeśli coś ci nie pasuje, zmiana w sztafecie. W rogi cię nie walnie, bo konkurentki-koleżanki, które nie mogą przeboleć, że im się nie udało, od razu wykonają telefon "od przyjaciela rodziny" i sponsor jest w temacie" - opowiada tak podeskcytowany, że nietrudno o pewien dystans do podawanych przez niego kwot. Jednak nie każda sponsorowana osoba - niezależnie od płci - potrafi sobie potem poradzić samodzielnie. A oczywiście - sponsoring nie trwa wiecznie. Dziewczyny pozostawione z dnia na dzień samym sobie są zagubione. Nie wiedzą jak się poruszać na rynku pracy. Są bez doświadczenia. Mogą albo zdecydować się na intensywny kurs aktywnego poszukiwania pracy (prowadzone są one m.in. przez wojewódzkie urzędy pracy), albo... dalej zarabiać ciałem. Wbrew pozorom nie jest to łatwa decyzja... - Nie jestem idealna, ale nie zrób ze mnie łatwej materialistki, albo - co gorsza - dziwki. Po prostu: rok, dwa przyłożę się do nauki, chcę dostać najwyższe stypendium. A potem planuję wyjechać na praktyki zagraniczne. Wtedy ostatecznie zerwę ze "sponsoringiem" - zapewnia Kamila. Sponsoring stary jak świat Mężczyźni w średnim wieku - co bez wątpienia udowodnił Nabokov w swojej "Lolicie" - mają specyficzną skłonność do dużo młodszych dziewcząt. One dają im młodzieńczą radość życia, świeżość spojrzenia na świat, aksamit ciała. Oni się rewanżują otwieraniem drzwi do dorosłego, może nawet luksusowego świata ludzi zamożnych. Obie strony znajdują to, czego na danym etapie życia potrzebują najbardziej. Fascynacja, pożądanie, realizacja marzeń i to wszystko bez zobowiązań, bez awantur, robienia scen. Układ idealny? Patrząc wstecz, układ "sponsorski" to nic nowego. Można przypuszczać, że liczba pozamałżeńskich dzieci arystokratycznych przodków jest większa, niż dzisiejszych sponsorów. Zjawisko jednak dopiero niedawno ujrzało światło dzienne. Pokolenie wychowane na Internecie, filmach akcji i wszechobecnym relatywizmie nie ma skrupułów mówić otwarcie o sobie. To jest prawdziwa nowość. Sponsoring, mimo że nikt go tak nie nazywał, istnieje od zawsze. |