Pozytywne wibracjeNiby końcówka roku, więc jesienna depresja winna zgodnie z harmonogramem uwodzić nas skutecznie. A tymczasem jakoś się tak... wiosennie w duszy zrobiło ostatnimi czasy. Z różnych powodów. Najpierw się - nie będąc w Bydgoszczy już od miesiąca - skontatowałem, że prawie codziennie coś o moim ukochanym mieście słyszę, czytam, oglądam. W różnych kontekstach oczywiście. Na warszawskich przystankach autobusowych wisiały olbrzymie plakaty zapraszające nad Brdę, kuszące bądź to wystawą o socrealizmie w Biurze Wystaw Artystycznych, bądź to jakąś imprezą sportową. W mediach za to było ostatnio głośno o festiwalu teatralnym, jazzowym. No i oczywiście o masie łapówkarzy, których nasza dzielna policja (lub inne służby) wykluczyły ze społeczeństwa poprzez areszt. Słyszałem głosy, że przykładowo ujawniona korupcja w bydgoskim Zawiszy lub urzędnik, który złapany na jeździe po pijanemu chciał przekupić policjantów zaszkodzili wizerunkowi naszego miasta. Nie zgadzam się z tą tezą z paru powodów! Przede wszystkim, żeby kogoś przekupić, trzeba mieć na to pieniądze. Tak więc z całą pewnością sportowy światek piłkarski i kwiat urzędniczy zwyczajnie kasę posiada. Co prawda działacze Zawiszy chcieli kupić sędziego za jakieś marne kilkaset złotych, ale zawsze to gotówka, która została w działaczowskiej kieszeni już po opodatkowaniu! Drugą ważną - choć nie podaną wprost - informacją jest to, że w Biurze Zarządzania Funduszami Europejskimi Urzędu Wojewódzkiego pracują specjaliści najwyższej klasy. Doprawdy trzeba skończyć wiele kursów i szkoleń, żeby wychwycić tę podprogową informację, że bez mniej lub bardziej zawoalowanej łapówki w całym eurokołchozie załatwić się nic nie da. Jeśli Piotr G. nie był wyjątkiem w tej komórce, to można się spodziewać, że do naszego miasta niebawem popłynie szeroki strumień euro. A przynajmniej do niektórych bydgoszczan, którzy przecież nie zakopią tych pieniędzy w ogródku, tylko wydadzą w sklepach wskutek czego wzrośnie zysk sklepikarzy itp. Jednym słowem: napędzą lokalną gospodarkę. Trudno też przecenić działaczy piłkarskich Zawiszy na polu promocji bydgoskiego futbolu. Ja szczerze mówiąc już dawno się zgubiłem: nie wiedziałem, czy Zawisza gra w lidze czwartej, jakiejś klasie rozgrywek regionalnych, jako Zawisza, czy jako Chemik-Zawisza, bądź pod jeszcze jakimś innym szyldem. Niewielkim kosztem - raptem sześciuset złotych - działacze klubu wprowadzili nazwę Zawisza na główne miejsca sportowych stron ogólnopolskich periodyków! Ciekawe, o ile procent w ten sposób wzrosła liczba widzów na meczach naszych futbolistów. A patrząc z jeszcze innej strony, to w świat poszedł pozytywny przekaz, że co prawda działaczy i urzędasów mamy - skoro dali się złapać - zwyczajnie głupich, ale za to policjantów wyjątkowo skutecznych! Bo przecież oprócz tych dwóch przypadków, w Bydgoszczy ostatnio zatrzymano też sporą - zorganizowaną? - grupę biznesmenów, robiących interesy nie przejmując się prawem. Tak więc ostateczną informacją jest to, że co prawda bez paru setek nad Brdą załatwić się nic nie da, ale dzielni policjanci co jakiś czas muszą się wykazać i aresztują winowajców. Jako że aresztowali teraz sporą grupę, to w najbliższych miesiącach można robić "biznesy" w miarę bezpiecznie. Ale te bydgoskie klimaty mimo wszystko nie mogły zaćmić najważniejszego wydarzenia ostatnich parunastu lat: wyborów, w których Polacy ostatecznie pokazali czerwoną kartkę lewicy. Starcie w drugiej turze wyborów prezydenckich dwóch kandydatów bez pezetpeerowskich korzeni to dla mnie faktyczny początek dekomunizacji. Jakoś się tak sympatycznie zrobiło, gdy człowiek musi (!) wybierać między radykalnym oczyszczeniem życia politycznego z korupcji i zwykłego złodziejstwa, a zdrowymi fundamentami gospodarki. Oby ta fala optymizmu i entuzjazmu w naprawianiu Rzeczpospolitej doszła nad Brdę. Oby się rozlała co najmniej w okolice Jagiellońskiej, Jezuickiej i na długo zmieniła obraz mojego ukochanego miasta... Wstecz |